Osada
Michał Śmielak — Literatura

Sta­ru­szek po­chy­lił się nad ko­min­kiem, do­rzu­cił jedno po­lano, przez co ogień na chwilę przy­gasł, ale nie mi­nęło długo, jak wstą­piło w pło­mie­nie nowe ży­cie i ocho­czo za­brały się do ka­wałka ja­błoni, którą po­ła­mała bu­rza w środku lata.

– Sto lat temu to było – po­wie­dział ci­cho dzia­dek. – Naj­pierw wyło to coś po no­cach, tak było, tak oj­ciec opo­wia­dał. Jed­nej nocy uci­chła Mara w końcu i lu­dzie my­śleli, że po­szła so­bie precz prze­pa­dła, że od­wilż krótka przyj­dzie. Rano, jak wy­szli po wodę do studni, to śnieg przed cha­łupą czer­wony był, nie biały. Czer­wony jak pole ma­ków, a to zima prze­cie, gdzie maki? Dziew­czyna le­żała na środku po­dwórca, biała na czer­wo­nym śniegu. Nogi i ręce roz­ło­żone, jakby się wi­tać chciała.

– Wi­tać? – za­py­tała sła­bym gło­sem Ju­leczka, moja młod­sza sio­stra.