– Witać – przytaknął dziadek. – A i Mara ją powitała, pocałunkiem najpierw, bo twarz jej odgryzła, wargi też, że zęby widać było. Znać, lubi miękkie i ciepłe usta, bo obgryzione były dokładnie. Nosy też lubi, bo i to zeżarła, tylko dziura została. Oj, bardzo lubi miękkie, bo i powieki odgryzła, jakby kożuch z mleka zjadała. I uszy.
– O matko – jęknęła Juleczka.
Dzieciaki podciągnęły koce pod nosy, przytuliły się do siebie, a ich oczy, wielkie i brązowe, jeszcze się powiększyły. Gdyby matula była w domu, toby na takie strachy dziaduniowi nie pozwoliła, ale poszła do Kapiców świece z wosku odlewać. Ojciec za to na takie opowiastki pozwalał, bo sam bardzo lubił o duchach i upiorach słuchać.
– Jak to: zeżarła? – zapytał podekscytowany Pietruś. – I uszy, i nos, i powieki, i policzki?
– Apetyt miała, to z pewnością, pewnie z głodu wyła tak przez tych kilka dni, a gdy już się nażarła, to ucichła i poszła spać. Ale ile to trzeba by warg zjeść, nosów i powiek, żeby brzuch zapełnić?
– Wiele – odparł szybko Pietruś, co to sam wiecznie był nienajedzony.