Osada
Michał Śmielak — Literatura

– Wi­tać – przy­tak­nął dzia­dek. – A i Mara ją po­wi­tała, po­ca­łun­kiem naj­pierw, bo twarz jej od­gry­zła, wargi też, że zęby wi­dać było. Znać, lubi mięk­kie i cie­płe usta, bo ob­gry­zione były do­kład­nie. Nosy też lubi, bo i to ze­żarła, tylko dziura zo­stała. Oj, bar­dzo lubi mięk­kie, bo i po­wieki od­gry­zła, jakby ko­żuch z mleka zja­dała. I uszy.

– O matko – jęk­nęła Ju­leczka.

Dzie­ciaki pod­cią­gnęły koce pod nosy, przy­tu­liły się do sie­bie, a ich oczy, wiel­kie i brą­zowe, jesz­cze się po­więk­szyły. Gdyby ma­tula była w domu, toby na ta­kie stra­chy dzia­du­niowi nie po­zwo­liła, ale po­szła do Ka­pi­ców świece z wo­sku od­le­wać. Oj­ciec za to na ta­kie opo­wiastki po­zwa­lał, bo sam bar­dzo lu­bił o du­chach i upio­rach słu­chać.

– Jak to: ze­żarła? – za­py­tał pod­eks­cy­to­wany Pie­truś. – I uszy, i nos, i po­wieki, i po­liczki?

– Ape­tyt miała, to z pew­no­ścią, pew­nie z głodu wyła tak przez tych kilka dni, a gdy już się na­żarła, to uci­chła i po­szła spać. Ale ile to trzeba by warg zjeść, no­sów i po­wiek, żeby brzuch za­peł­nić?

– Wiele – od­parł szybko Pie­truś, co to sam wiecz­nie był nie­na­je­dzony.