Coś jednak długo się rozwodziła, więc na tym się skończyło. Dzisiaj mam wątpliwość, czy w ogóle odnalazłbym ją w tym notesie pod jakąkolwiek literą. Bo nie jestem wcale pewny, czy to ona miała na imię Klementyna, więc gdzie miałbym jej szukać. Klementyna, co prawda, rzadkie imię, mógłbym zatem spróbować po imieniu. Tylko gdybym nawet znalazł jakąś Klementynę, czy byłaby to ona? Możliwe, że jej w ogóle nie zapisałem i na wszelki wypadek wolałem zapamiętać samo imię i telefon, co nieraz wystarczyło. Na pamięć zdawałem się i przy innych, które wyłaniają się dopiero przy okazji jeszcze innych nazwisk, innych zdarzeń, innych spotkań, rozmów, a czasami nawet narzucają się, egzekwując jakby w ten sposób prawo bycia w tym notesie, skoro były w moim życiu.
Jeśli chodzi o zapisywanie kobiet, z którymi coś mnie łączyło, starałem się być ostrożny i robiłem to zawsze z namysłem, czy warto, nieraz z góry wiedząc, że to i tak do niczego poważnego nie doprowadzi. Poza tym nie znoszę kolekcjonerstwa w tym względzie. Toteż wolałem nieraz zaufać pamięci, która teraz, po latach, przy okazji robienia porządku z tym notesem tak często mnie zawodzi.