Chociaż i te najzwyklejsze, codzienne porządki właśnie przez codzienną powtarzalność wyrabiają w nas rytm, który to rytm kieruje nami, jakby poza naszą wolą, chęcią czy pamięcią, tak że wydawałoby się, nic to nas już nie kosztuje. A jednak zdarza się, że nieoczekiwanie doznajemy dziwnego zakłócenia owego rytmu i zaczynamy odczuwać trudną do przezwyciężenia udrękę. I jeśli akurat zmywamy naczynia, najchętniej wytłuklibyśmy wszystkie talerze, talerzyki, spodeczki, filiżanki, szklanki, kieliszki, a garnki, patelnie, łyżki, noże, widelce powyrzucali.
Nie dajmy się więc zwieść zwyczajności, niesie z sobą takie samo ryzyko jak każdy porządek. Naturalnie, różne to może być ryzyko, w zależności od tego, co porządkujemy, bo to nie my, lecz porządkowane rzeczy określają stopień tego ryzyka. A z rzeczami nigdy nie wiadomo. Rzeczy potrafią się zbuntować, wywołując niekiedy nieprzewidywalne skutki. Siła tego buntu bywa nieraz taka, że poruszy całym naszym życiem, budząc nawet to, co wydawałoby się w nas już poza pamięcią.