Czy takich, którzy stali się naszym znajomymi, żeby tak powiedzieć, jednorazowo. Zetknęła nas jakaś sprawa, kogo do kogo nieważne, a po jej załatwieniu czy niezałatwieniu nigdy już nie mieliśmy z sobą kontaktu. Czy wreszcie takich, których imiona, nazwiska, adresy, telefony, nie wiemy nawet, jak się znalazły w naszym notesie, co dowodziłoby, że nasza pamięć dawno ich się pozbyła. Lecz jakby na przekór pamięci, a może dla uzmysłowienia nam wyższości takiego notesu nad pamięcią i zachwiania wiarą, jaką zazwyczaj pokładamy w pamięci, zachował się ów ślad po nich na dowód, że mieli tam kiedyś, przelotny, bo przelotny, udział w naszym życiu. Tak że moglibyśmy się obejść bez tego. Rozsądek więc nakazywałby ich wyrzucić.