Przedstawiciele klasy średniej – z wieczną nadkwasotą, wymęczeni po dzikich pretensjach klientów i po nikomu niepotrzebnych naradach – zataczali błyszczącymi SUV-ami kręgi wokół centrum w poszukiwaniu wolnego miejsca do parkowania. Nie mogli go znaleźć, nie pomagało błagalne wpatrywanie się w oczy przechodniów – może któryś z nich idzie do samochodu i zaraz wyjedzie? Ciasne uliczki wokół Rynku Staromiejskiego były blokowane przez furgonetki kurierskie z migającymi światłami awaryjnymi. Wyjechać z nich bezpiecznie to też trudność, bo z boku i z tyłu – jak duchy – pojawiali się nagle na rowerach szybcy dostawcy jedzenia.