Nigdy nie przypuszczała, że brak wody może prowadzić do takiej katorgi. Owszem, wiedziała, że organizm składa się z niej w siedemdziesięciu procentach i kiedy jej zabraknie, zaczyna gwałtownie, spazmatycznie się wyłączać. Nie zakładała jednak, że może okazać się to tak dotkliwą torturą.
Dawno przyzwyczaiła się do suchości w ustach, języka klejącego się do spierzchniętych ust, bólów i zawrotów głowy. Ale wszystko to stanowiło jedynie preludium do udręki, która rozpoczęła się tego dnia.
Miała wrażenie, że świadomość na przemian włącza się i wyłącza, język puchnie i wypełnia całą jamę ustną, a drgawki targają jej ciałem, jakby opętał ją demon. Ledwo potrafiła podnieść rękę, o wydobyciu głosu z gardła nawet już nie myślała.
Porywacz zresztą ignorował wszystkie jej groźby i apele. Na dobrą sprawę nie wiedziała nawet, czy ten, kto ją tu zamknął, nadal jest po drugiej stronie.
Dziś jednak sytuacja się zmieniła. Kiedy Pokora spała, przez niewielką, zamykaną klapę w drzwiach ktoś wsunął do środka tekturowy talerzyk, jeden z takich, jakie czasem podaje się na imprezach urodzinowych dla dzieci. Znajdował się na nim liścik.