Głosy ginęły w próżni, ale nie dlatego, że się z nimi nie zgadzano. Odpowiedzi krytyczne były częste, nie dotyczyły jednak meritum. Łukasz Gołębiowski, już po upadku Rzeczpospolitej, w początkach wieku XIX, podkreślał, że „myli się, kto stan kmiotków naszych zowie niewolniczym”. Ubodło go nie tyle przeinaczenie stanu faktycznego, co raczej – rozpowszechnienie ataków na sadyzm szlachty w prasie zagranicznej. Był wściekły, bo obcy ośmielali się „szkalować” polską elitę. Co do samego statusu chłopów, Gołębiowski uznawał go nie za „barbarzyństwo”, lecz za konieczność. Podobne słowa w wieku XVII zapisał jezuita Walenty Pęski. Stwierdził ostro, że los polskich wieśniaków wydaje się obcokrajowcom piekłem dlatego, że ci „na Polskę diabelskim okiem patrzą”. I pogrążeni w swych uprzedzeniach nie potrafią zrozumieć, że dopiero przyznanie chłopom praw stanowiłoby prawdziwie szatański wynalazek. Także inni ziemianie wyłuszczali, że upodlenie poddanych jest jednocześnie słuszne i nieuniknione[6].