Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa
Kamil Janicki — Historyczne

O tym, że posiadaczy ziemskich nie raziło mówienie o niewolnictwie, ale tylko wymierzona w nich krytyka w tej sprawie, nic nie świadczy lepiej od samego słowa „chłop”. Dziś to wyraz, jak każdy inny – nienacechowany emocjami, w pełni zrozumiały, uniwersalny. Ale dawniej to była obelga. Czy też raczej: do granic szczere określenie stanu rzeczy. Pierwotnie „chłop” („chołop”) oznaczał w językach słowiańskich niewolnika. Mówiono tak o brańcach, ubezwłasnowolnionej ludności służebnej; o tych, którzy zajmowali najniższy szczebel na drabinie społecznej ze wszystkich możliwych. Ale na pewno nie o całej ludności rolniczej. W dokumentach ze schyłku średniowiecza występują „kmiecie”, a więc gospodarze. Czasem źródła mówią też o wieśniakach. Powiedzenie o rolniku, że jest chłopem, było jednak równoznaczne z napluciem mu w twarz. I właśnie to szlachta robiła przynajmniej od przełomu XV i XVI wieku. Nazwy dotąd odnoszonej tylko do niewolników panowie zaczęli używać na określenie wszystkich swoich wiejskich poddanych. Jeszcze w połowie XVI stulecia pogardliwe słowo grzęzło co poniektórym w gardłach.