Nie potrafiła sobie przypomnieć, kiedy właściwie znów zaczęła palić. Może w ubiegłym roku, mniej więcej wtedy, gdy Anders zaczął wyjeżdżać w tak długie podróże służbowe? A może około Nowego Roku, odkąd prawie co wieczór zostawał w pracy po godzinach? Czy to dlatego, że była nieszczęśliwa? Czy w ogóle była nieszczęśliwa? Przecież nigdy się nie kłócili. Nie sypiali też już prawie ze sobą, ale to dlatego, że Anders tyle pracował. Tak powiedział i porzucił temat. Nieszczególnie jej tego brakowało. Kiedy od czasu do czasu odbywali niezbyt namiętne stosunki, miała wrażenie, że jego i tak przy niej nie ma. Doszła więc do wniosku, że i jej może przy tym nie być.
Ale się nie kłócili. Anders nie lubił, gdy ktoś podnosił głos.
Vibeke spojrzała na zegarek. Kwadrans po piątej. Gdzie on się podziewa? Zazwyczaj przynajmniej uprzedzał, że się spóźni. Zgasiła papierosa, wyrzuciła go na podwórze, odwróciła się do kuchenki i zajrzała do ziemniaków. Wbiła widelec w największy. Prawie gotowe. Na powierzchni wrzącej wody unosiło się kilka malutkich czarnych grudek. Dziwne. Ciekawe, czy to z ziemniaków, czy z garnka?