Akurat próbowała sobie przypomnieć, do czego używała go ostatnio, gdy otworzyły się drzwi wejściowe. Z przedpokoju dobiegł zdyszany oddech i odgłos zrzucanych butów. Anders wszedł do kuchni i otworzył lodówkę.
– I co? – spytał.
– Kotlety siekane.
– Okej... – Ton głosu podniósł się na koniec w znaku zapytania. Vibeke mniej więcej wiedziała, co oznacza: „Znowu mięso? Nie powinniśmy częściej jadać ryb?”.
– Na pewno będą dobre – dodał Anders obojętnie i pochylił się nad garnkiem.
– Co ty robiłeś? Jesteś cały mokry od potu.
– Wieczorem nie będę mógł trenować, więc pojechałem rowerem nad Sognsvann i z powrotem. Co to za grudki w wodzie?
– Nie wiem – odparła Vibeke. – Dopiero teraz je zauważyłam.
– Nie wiesz? Przecież kiedyś byłaś prawie kucharką?
Błyskawicznym ruchem wyciągnął dwoma palcami jedną z grudek i zaraz włożył ją do ust. Vibeke wpatrywała się w tył jego głowy. W rzadkie brązowe włosy, które początkowo tak jej się podobały. Zadbane, odpowiednio przystrzyżone, z przedziałkiem na bok. Wyglądał wtedy tak porządnie. Jak człowiek, który ma przed sobą przyszłość. Nie tylko dla jednej osoby.
– Czym to smakuje? – spytała.
– Niczym – odparł, wciąż pochylony nad kuchenką. – Jajkami.