– Przecież to, kurwa, nie ona! – drze się dość przystojny trzydziestoparoletni brunet w czarnej koszuli. Zrywa się w moją stronę twardym krokiem, a ja przystaję jak wryta na ten nieoczekiwany zwrot akcji. Dostrzegam też, że całe towarzystwo uważnie mi się przygląda.
Nie jestem pewna, co się dzieje i dlaczego tak im przeszkadza, że przyszłam w imieniu Amy, ale nie zamierzam tak łatwo dać się przerazić, a już tym bardziej nie dam się przegonić, nie uzyskawszy żadnych odpowiedzi.
– Ty jesteś Bruno? – Odzyskuję śmiałość i pytam tego narwańca, gdy przystaje bezpośrednio przede mną.
– To nie Bruno – udziela mi odpowiedzi mężczyzna, który prowadził mnie do tego gabinetu. – Bruno zaraz się zjawi.
– Skąd masz, do cholery, ten adres? – Ten krzykacz znów się do mnie drze.
Zirytowana zwracam się do niego:
– Jestem siostrą Amy i drugą córką Stranda.
Cała trójca patrzy na mnie zszokowana.
– Po waszej reakcji widzę, że znacie mojego tatusia – wypalam wrednie, na co ten krzykliwy dupek unosi brwi w zdziwieniu, ale już sekundę później zaczyna się niebezpiecznie uśmiechać.
– No proszę, o starszej córeczce Strand nic nie wspominał.