– Jakie problemy ma ojciec i dlaczego Amy została w to wplątana? – zadaję kolejne pytanie, gdy widzę, jak zerkają na siebie z uśmieszkami na twarzach.
– Mamy umowę. Sto tysięcy za pracę Amy w tym miejscu – wtrąca kolejny, na co dosłownie wybałuszam oczy.
– Słucham?! – Aż się cofam. – O czym ty pieprzysz?! – W tym oszołomieniu już nawet nie panuję nad słownictwem.
– Tak zostało ustalone ze Strandem, ale więcej na ten temat powie ci Bruno.
Gapię się na nich oszołomiona. Chyba sobie ze mnie jaja robią. Amy ma dla nich pracować? Po moim trupie. Nigdy się na to nie zgodzę, a to, co ojciec im naobiecywał, mało mnie obchodzi. Co za palant! W taki sposób Amy miałaby mu pomóc?! Pracując dla tych wstrętnych typów? Ojciec naprawdę powinien zacząć się leczyć!
– Jesteście powaleni, jeżeli myślicie, że się na to zgodzę! – wypalam wściekle. Już nawet nad sobą nie panuję. Mierzę wzrokiem krzykacza, a następnie drugiego z mężczyzn, tego w białej koszuli. Nie wiem, co jest grane, ale z pewnością nie pozwolę, żeby zbliżyli się do Amy.