Cała reszta mężczyzn opuszcza gabinet, a ja zostaję sam na sam z tym, który ot tak pozbawia mnie mojego przyzwoitego wyciszenia. Nieśpiesznie wracam spojrzeniem do jego oczu i z konsternacją się w nie wpatruję.
– Ty jesteś… Bruno? – W końcu odzyskuję głos i wyłapuję w nim nutę niedowierzania.
On zbliża się jeszcze bardziej, a jego usta szybko wyginają się w seksownym półuśmiechu, co dosłownie rozkłada mnie na łopatki. Czuję, jak ta bijąca od niego potężna siła wytwarza coś na wzór magnetycznego przyciągania między nami. Jakieś mrowienie rozchodzi się po mojej skórze, mój oddech znacznie przyśpiesza, gdy on stoi tak zaledwie o krok, wpatruje się we mnie tym płomiennym spojrzeniem i chłonie mnie, jakby wczytywał się w moją duszę.
– Owszem. Coś nie tak? – wypowiada te słowa z wyraźną satysfakcją, przez co jestem pewna, że musiał dobrze odczytać, jak zareagowałam na jego osobę.
– Chyba nie tego się spodziewałam – staram się wytłumaczyć swoje zdumienie i nawet na moment nie przestaję go obserwować.
– Uwierz, ja również. – Znów lubieżnie się uśmiecha, a jego wzrok leniwie przejeżdża od mojej twarzy, przez czarny top, aż do szpilek.