– Ile ty masz w ogóle lat? – Moje usta bezwiednie zadają to idiotyczne, nie na miejscu pytanie, za co w myślach morduję samą siebie, a przy tym palę się ze wstydu. Co mnie, do diabła, podkusiło? Nawet nie wiem, po co zadałam to pytanie. Co mnie to w zasadzie obchodzi? Szlag…
– Trzydzieści dwa. – Ku mojemu zaskoczeniu odpowiada bez zająknięcia. Zdziwiona unoszę brwi, bo ot tak udzielił odpowiedzi. – A ty, skarbie? – Wyraźnie zadowolony wbija się bardzo śmiałym spojrzeniem w moje oczy.
– Dwadzieścia siedem. I jestem Nicky… kotku – ironizuję, na co on reaguje zalążkiem grzesznego uśmiechu.
– Napijesz się czegoś… Nicky? – Podchodzi do barku w rogu pomieszczenia, po czym z rozbawieniem na twarzy zerka na mnie pytająco. – Whisky, martini?
Widzę, że specjalnie sobie ze mną pogrywa, ale nie dam mu tej satysfakcji i nie pokażę, że w jakikolwiek sposób mnie to rusza albo bulwersuje.
– Poproszę martini – odpowiadam miękko.
Nadal się we mnie wpatruje, jakby na coś czekał. Patrzę na niego, nie wiedząc, co to wszystko ma znaczyć, a on już po chwili zaczyna się łajdacko uśmiechać.
– Zabrakło tego „kotku”.