– Nicky, tata ma jakieś poważne problemy. Nie wiem, o co dokładnie chodzi, ale dwa dni temu zadzwonił i uprzedził, że zjawi się u mnie w internacie dwóch mężczyzn. Kazał, abym przystała na to, co mówią, i w niczym się nie sprzeciwiała. Wyjaśnił jedynie, że tylko ja jestem w stanie jakoś mu pomóc, bo jestem jego małą córeczką. – Wraz z tymi słowami po policzkach Amy ciekną pierwsze łzy.
Coś ściska mnie za serce. Natychmiast obejmuję ją ramieniem. Wiem, że ojciec zawsze traktował Amy jak swoje maleństwo, była jego oczkiem w głowie. Odczuwałam to na każdym kroku, ale nigdy nie miałam do niego żalu. Zresztą Amy ciężko byłoby nie kochać, a już tym bardziej gniewać się na nią. Każdemu z największą chęcią pomaga i nie oczekuje nic w zamian. Jest strasznie uczuciowa, wesoła, śliczna i chyba dlatego każdy ją lubi.
– Co było dalej? – dopytuję, a moje serce z każdą chwilą mocniej tłucze o klatkę, ale nie chcę przy Amy okazać swojego zdenerwowania. Przy niej muszę się trzymać. Zresztą jak zawsze, by tylko dowieść, że na starszą siostrę może liczyć.