Gdy tylko taksówkarz zatrzymuje się przed wejściem do jakiegoś luksusowego lokalu, płacę należną kwotę i wysiadam. Z konsternacją wpatruję się w czarne, połyskujące witryny wysokiego apartamentowca. Głęboko wzdycham, omiatając go wzrokiem. Jestem niemalże przekonana, że to jakiś wypasiony klub dla snobów. Szczerze mówiąc, zaczynam się denerwować. Jeszcze raz zerkam na zapisany adres. To pewne – jestem na miejscu. Powoli zbliżam się do zadaszenia, a tam już na wstępie dostrzegam dwóch ubranych w czarne garnitury karków. Ewidentnie mi się przypatrują. Pożerają wzrokiem mój krótki, czarny, koronkowy top, białe rurki i wysokie szpilki. Przewracam oczami z dezaprobatą, ale fakt, przed wyjściem mogłam rozważyć zmianę stroju. Jednak trudno, nic już z tym nie zrobię. Biorę ostatni głęboki oddech i podchodzę do osiłków. Czas mieć to za sobą.
– Szukam pana Brunona – odzywam się, stając bezpośrednio przed jednym z olbrzymów. Widzę, że moje pierwsze słowa nawet go nie ruszyły. – Dostałam ten adres i miałam się tutaj zjawić na piątą. – Dopiero teraz z uniesioną brwią rusza swoje cztery litery i odpina czerwoną linę, która odgradza mnie od niego.