Parking był już niemal pusty, imprezowicze z Palladium i innych nocnych klubów w okolicy raczej nie przyjeżdżali samochodami. Właściwie ona też powinna była skorzystać z taksówki, wiedziała, że w trakcie rozmowy trochę wypije. Dotarcie tu jednak swoim samochodem dawało jej poczucie kontroli, którego potrzebowała.
Towarzyszyło jej przez cały wieczór, ale teraz zniknęło. Szła szybkim, nerwowym krokiem, mając wrażenie, że owiane nocnym mrokiem ulice są puste tylko pozornie, a w każdym zaułku czyha jakieś zagrożenie.
Nie było to tak absurdalne, jak chciałaby wierzyć. W okolicy znajdowało się sporo przybytków otwartych do samego rana, w których piło się na umór, a bliskość placu Defilad i Marszałkowskiej sprawiała, że w mniejszych uliczkach kłębiło się mnóstwo przyjezdnych. Część z nich zjawiała się w Warszawie jedynie po to, by porządnie się wstawić i nawoływać kłopotów aż do momentu, kiedy te odpowiedzą.
Niby centrum miasta, ale ilekroć była tu późnym wieczorem lub nocą, miała wrażenie, jakby znajdowała się w jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic.