Zdjęła z ramienia torebkę i zaczęła szukać kluczyka. Jak zawsze zaplątał się gdzieś, gdzie nie powinien, choć wyraźnie pamiętała, że wrzuciła go do niewielkiej kieszonki na górze. Komórka, dyktafon, szminka, pęk kluczy, dwa tampony, puder, wszystko, tylko nie to, czego potrzeba.
Zatrzymała się przy samochodzie i położyła torebkę na masce.
– Pomóc pani? – rozległo się pytanie zza jej pleców.
Raptownie się obróciła, jakby za sprawą nieznanego głosu poraził ją prąd. Zobaczyła młodego mężczyznę w obcisłej koszulce, który powoli zmierzał w jej stronę. Siłownia z pewnością trzy razy w tygodniu, potem dwa dni na rozpustę, zamiana sztangi na kufel piwa.
– Nie trzeba, dziękuję – odparła czym prędzej, zupełnie jakby szybkość udzielenia odpowiedzi mogła sprawić, że ten człowiek już na wstępie straci nią zainteresowanie.
– A wygląda pani, jakby coś zgubiła. Może pomogę szukać?
– Naprawdę nie ma potrzeby.
Zatrzymał się obok niej i lekko się uśmiechnął.
Nie robił niepokojącego wrażenia, mimo to poczuła się nieswojo. Znajdowali się tu sami, w okolicy nie było słychać innych głosów, kroków, żadnych oznak, że ktoś kręci się nieopodal.
– Coś pani wypadło z torebki?
– Nie.
– Mogę poświecić latarką.