Piekło jest puste
Remigiusz Mróz — Kryminały

– Poradzę sobie.

– To żaden problem, zaraz…

– Powiedziałam: poradzę sobie.

Nadzieja, że nie zabrzmiało to nieuprzejmie, prysła tak szybko, jak się pojawiła.

– Ale po co od razu z pyskiem? – rzucił nieznajomy.

Patrycja przez moment wmawiała sobie, że się przesłyszała. Że nie powiedział tego jakiś obcy mężczyzna w środku nocy, w miejscu, gdzie nie ma nikogo, kto mógłby w razie czego zainterweniować.

– Chciałem normalnie pomóc – dodał nieznajomy. – Po chuj ta opryskliwość?

Dobska zastygła w bezruchu, zupełnie jakby powodował nią ten sam instynkt, który każe niektórym zwierzętom zamierać w sytuacji zagrożenia.

– Pytam cię, kurwa, o coś – syknął mężczyzna.

Zanim się zorientowała, złapał ją za ramię i mocno przyciągnął do siebie. Ręka wysunęła jej się z torebki, przez co ta spadła na ulicę, a jej zawartość rozsypała się wokół.

Patrycja miała tylko ułamek sekundy, by krzyknąć.

Okazało się to niewystarczającym czasem.

Mężczyzna zacisnął dłoń na jej ustach, jednocześnie robiąc niewielki zamach nogą. Trafił ją pod kolanem, a ona poczuła, że traci równowagę. Od razu to wykorzystał, z impetem sprowadzając ją na ziemię.