Piekło jest puste
Remigiusz Mróz — Kryminały

Uderzyła o chodnik, wydała cichy jęk, ale nie zdążyła zrobić nic więcej. Napastnik przywalił ją ciężarem ciała i niemal od razu zacisnął ręce na jej szyi.

– Nie szamocz się – rzucił.

Próbowała wezwać pomoc, zapobiec temu, co miało się wydarzyć, ale na próżno.

– Nie krzycz, to przeżyjesz.

Zawsze sądziła, że gdyby spotkał ją taki horror, zdołałaby odeprzeć napastnika. Jakoś by go z siebie zrzuciła. Waliłaby rękami i nogami na oślep, robiłaby wszystko, by nie pozwolić mu na to, co zamierzał.

Teraz była jednak jak sparaliżowana. Nie potrafiła się poruszyć, nie wiedziała nawet, czy nadal jest obecna w swoim ciele.

Przestała rozumieć, co się dzieje.

Przestała rejestrować zdarzenia.

Jego ręka na jej ustach, druga na szyi. Palce zsuwające się niżej. Jej drżące ciało, fala bólu, który rozchodził się nie wiadomo skąd.

Przebłysk świadomości pozwolił jej zrozumieć, że zaraz poczuje ręce tego człowieka na piersiach. Potem w okolicach pasa. Podciągnie jej bluzkę, rozepnie spodnie, zerwie z niej bieliznę. Zrobi coś, co pozostawi ją zniszczoną do końca życia.

W tym krótkim przebłysku dotarły do niej kolejne słowa, które napastnik wypowiadał jej prosto do ucha.

„Z wyrazami uznania od Boreasza”.