Nigdy wcześniej nie zerwałam żadnej przyjaźni. Zwykle przebiega to tak, że ludzie przestają się rozumieć, coraz rzadziej się spotykają i w końcu kontakt sam się urywa. Koniec, kropka. Ale ktoś, kto wysysa cię jak pijawka, nie odpuści tak łatwo. Nie wiedziałam więc, jak to załatwić – przede wszystkim jak to zrobić, by się nie zachować jak suka.
L. jak zwykle uraczył mnie praktyczną radą:
– Po prostu idź do niej i powiedz: Kathrin, wkurzasz mnie i nie chcę cię więcej widzieć!
A potem zastanowił się chwilę i dodał:
– Ty głupia krowo.
L. nigdy nie przepadał za Kathrin.
Wiem, że są ludzie, których stać na coś takiego. Ale ja do nich nie należę. Przeciwnie. Należę do tej kategorii, która przeprasza, gdy kogoś niechcący potrąci.
Aby uniknąć konfrontacji, rozważałam zatem następujące możliwości:
Ale potem, kiedy nadeszła ta wiekopomna chwila i usiadłam w kawiarni naprzeciw Kathrin, moja przyszła była przyjaciółka okazała się tak upierdliwa, że w końcu wezbrała we mnie fala gniewu i wypaliłam:
– Kathrin?
– Tak?
– Pieprz się!