Od targu Ravnkloa do Nidaros było nieco ponad osiemset metrów, więc żeby przejść tę odległość w obie strony o lasce, Martin potrzebował czterdziestu pięciu minut. Kilka lat wcześniej miał artroskopię lewego kolana, a rok później otrzymał endoprotezę prawego stawu biodrowego, więc bóle ustąpiły, ale wcale nie zaczął chodzić szybciej.
Doskonale wiedział, że celebrowanie czwartkowych zakupów w Ravnkloi było mocno naciągane, chociażby dlatego, że określenie targ dla tego miejsca było mocno przesadzone. Po prostu był to sklep z rybami i skorupiakami z Morza Norweskiego, w którym przy kilku stolikach można było spróbować prostych potraw i obejrzeć wystawione obok morskie dziwadła.
Umówił się z Raymondem, że kiedy zniesione zostaną ostatnie ograniczenia, przyleci do Trondheim pierwszym samolotem i przygotują sobie ucztę, jakiej dotąd nie mieli. Obaj dawno skończyli siedemdziesiąt lat, więc Martin uważał, że należy im się szczególna nagroda za zdyscyplinowanie i wytrzymałość w czasie pandemii.