– Mam. – Wyciągnął z kieszeni kartkę i wręczył ją Hasanowi. – Mniej więcej to, co zawsze. Ale tym razem mam szczególną prośbę. Dzisiaj przyjeżdża mój przyjaciel, jego żona zmarła rok temu na wirusa i chcę go ugościć. Potrzebuję największego homara, jaki urodził się w naszych wodach. Rozumiesz, Hasan. Sprawa wyjątkowa. Wiem, że to nie sezon, ale może coś jednak masz.
Hasan zrobił poważną minę i spojrzał takim wzrokiem, że Martin od razu wiedział, że ma. Ruszył już w stronę basenu, gdzie zwykle trzymali żywe homary, gdy Hasan chwycił go za rękaw i pociągnął za sobą.
Weszli na zaplecze, gdzie znajdował się drugi basen. Hasan zapalił światło.
– Mają po trzy i pół kilograma – oświadczył z wyraźnym zadowoleniem. – Z nocnego połowu. Miały iść dzisiaj na licytację, ale sprzedam ci jednego, skoro masz wyjątkową sytuację. Poświęcimy go w podziękowaniu dla Allaha za to, że nas oszczędził i pokonaliśmy chorobę. Należy się twojemu przyjacielowi. – Uśmiechnął się, a równo przycięte cienkie wąsy podjechały w górę. – Duży jest. – Stuknął palcem w szybę, jakby chciał dać znać stawonogom, że trzeba się dobrze zaprezentować.