Ta myśl nie przyniosła ulgi. Zamiast tego poczuła ukłucie strachu. W pierwszej chwili nie potrafiła zrozumieć dlaczego. Dotarło to do niej w ułamku sekundy.
Zasnęła. Zasnęła albo zemdlała. To zresztą nie miało znaczenia. Przymknęła powieki, próbując zrekonstruować wydarzenia ostatnich kilku godzin. Najpierw powrót męża. Potem kłótnia o spa, która przerodziła się w dziką awanturę. Uderzył ją. Raz. Drugi. Chciała uciekać z domu, ale zagrodził jej drogę. Pobiegła na górę do sypialni i schowała się w garderobie. Zapomniała jednak, że klucz do niej tkwi w drzwiach od zewnętrznej strony. Zanim zdążyła coś zrobić, usłyszała cichy, pełen złośliwości rechot i odgłos przesuwającej się zasuwy. Zamknął ją. Kiedy to się wydarzyło? Ile godzin temu? Nie potrafiła określić. Z trudem oddychała. Pot zalewał jej oczy. Kolejny obraz. Dym, ciepło, trzask pękającego od uderzeń gorąca drewna. Pożar... W domu szaleje pożar!
Rzuciła się do drzwi. Naparła na nie barkiem, ale nawet nie drgnęły. Mimo kłębów dymu próbowała myśleć jasno. Przychodziło jej to z trudem. Jakby ktoś uwięził jej mózg w żelaznych kajdanach.
Łyżka do butów!
Schyliła się i znalazła ją na podłodze niedaleko drzwi. Metal był ciepły i śliski.