– Ciekawe, gdzie jest Klementyna – szepnęła Weronika. Najwyraźniej domyśliła się, co zaprząta głowę Danielowi. – Jeszcze się nie odezwała?
– Nie.
Trzydziestego stycznia znaleźli ciało zamordowanej dziennikarki. Nie wyglądało najlepiej. Poszarpało ją jakieś zwierzę, ale nie to było najgorsze. Twarz i górna partia tułowia zostały zmasakrowane. Sekcja potwierdziła, że dziennikarkę zatłuczono na śmierć. Prawdopodobnie kamieniem. Sporo ich leżało wokoło pod śniegiem, więc taką wersję przyjęto. Wydawała się logiczna. Tak jak i wnioski, które śledczy wysnuli na temat sprawcy.
Podgórski poruszył się niespokojnie. Stare łóżko zatrzeszczało. Klementyna Kopp. Zanim Kopp przeszła na emeryturę, wielokrotnie współpracowali. Nigdy nie była typową policjantką. Temu zaprzeczyć nie można. Już sam jej wygląd skłaniał do pewnej dozy podejrzliwości. Wyblakłe tatuaże pokrywały niemal całe jej ciało. Głowę goliła na łyso. Najchętniej ubierała się w skórzane kurtki, czarne bojówki i ciężkie wojskowe buty.