Ale niecodzienna aparycja Klementyny stanowiła jedynie wierzchołek góry lodowej. Kopp zawsze robiła, co chciała. Podczas służby kierowała się własnym kodeksem postępowania. Łamała wszelkie z góry narzucone procedury, jeżeli uważała, że to doprowadzi ją do oczekiwanego rezultatu. Bo rozwiązanie sprawy i odkrycie prawdy zawsze były dla niej najważniejsze.
Z wyraźnym upodobaniem ignorowała też konieczność podporządkowania się przełożonym. Być może dlatego tak wiele razy wstrzymywano jej awans. Jednocześnie przymykano oko na wybryki, bo w wydziale nie było nikogo, kto robiłby lepsze wyniki niż ona i był bardziej doświadczony. Tego zakwestionować nie mogli nawet najbardziej zaciekli jej wrogowie. Zarówno w ich komendzie, jak i w wojewódzkiej. Przynajmniej do momentu, kiedy przesadziła na tyle, że w końcu wysłano ją na emeryturę. Prawdę mówiąc, był na to czas. Mało kto nosi jeszcze odznakę po przekroczeniu sześćdziesiątki.
– Uważasz, że jest niewinna? – zapytała Weronika, przytulając się do Daniela.
Podgórski miał ochotę odsunąć żonę od siebie. Z trudem się powstrzymał, żeby tego nie zrobić. I to był trzeci problem, ale o nim Daniel wolał nie myśleć.