Wjechała windą na górę i bez pukania weszła do gabinetu przełożonego. Kjeld siedział przy stoliku i wyglądał przez okno, paląc nerwowo papierosa. Nawet nie spojrzał na Katrine.
– Siadaj – powiedział.
– Po co ten dramatyzm, szefie?
– Po prostu usiądź, do cholery.
Wykonała polecenie, założyła nogę na nogę i poczuła, że pasek od spodni trochę za bardzo ściska ją w talii. Od jakiegoś czasu przygotowywała się psychicznie do diety. Nie jakiejś drakońskiej, ot, żeby w ciągu kilku miesięcy zrzucić dwa czy trzy kilogramy, zmniejszyć nieco krągłość twarzy czy pozbyć się nieco tkanki tłuszczowej na nogach i rękach. Przypuszczała, że nie będzie trzeba zmuszać się do zbyt wielu wyrzeczeń – wystarczy, że zrezygnuje z białej czekolady, która od pewnego czasu stanowiła jeden z jej niewielu nałogów.
Ktoś mógłby powiedzieć, że kolejnym z nich były papierosy, ale Ellegaard paliła sporadycznie, głównie dla towarzystwa. W szufladzie biurka miała wprawdzie paczkę, ale rzadko sama po nią sięgała, a w domu nie paliła wcale.