Teraz jednak najwyraźniej nadszedł dobry moment, by wypełnić płuca dymem. Moslund sam podsunął jej paczkę prince’ów, najpopularniejszych papierosów w Danii. Katrine czasem wydawało się, że w tym kraju nie pali się niczego innego.
Poczęstowała się i po chwili zaciągnęła się głęboko.
– Więc o co chodzi, szefie? – ponagliła Kjelda.
– Mam dwie wiadomości.
– Obydwie złe?
Spojrzał na nią z ukosa.
– Niestety – przyznał. – Jedna jest gówniana, druga o kant dupy potłuc. Od której mam zacząć?
– Od tej o kant dupy potłuc.
Zdusił papierosa w popielniczce, zreflektował się, że pobrudził sobie palce, i zaczął nerwowo pocierać opuszki. Nabrał głęboko tchu.
– Dzwonili z Tórshavn – zaczął.
– Słucham?
– A konkretnie kontaktował się ze mną sam Landsfoged.
Szef farerskiej policji. Na samą myśl o nim i o tym przeklętym archipelagu Katrine poczuła ciarki na plecach. Wyobraźnia zarysowała jej przed oczami wizję złowrogiego, spowitego mgłą górzystego terenu, który swym mrokiem zdawał się zachęcać do najgorszych czynów.