– Nie rozumiem, szefie – powiedziała Katrine Ellegaard, patrząc na przełożonego, jakby pochodził z innego świata. Zazwyczaj wizyty w jego gabinecie wiązały się raczej z odprężeniem i dobrą, niemal koleżeńską atmosferą. Pili kawę, omawiali najnowsze postępy w sprawie, komentowali życie polityczne czy w końcu plotkowali jak dwójka starych przyjaciół.
Tym razem jednak było inaczej.
– Co tu jest do rozumienia? – zdziwił się Kjeld Moslund. – Zadanie jak każde inne.
– Nie sądzę.
Westchnął i napił się kawy. Siedzieli przy niewielkim stoliku pod oknem, który przełożony ustawił tam raptem dwa tygodnie temu. Katrine przypuszczała, że zrobił to głównie z myślą o ich codziennych rozmowach.
– Wiem, że to może w pewien sposób być kłopotliwe, ale...
– „Kłopotliwe” to mało powiedziane.
– Ale służba to służba, Ellegaard – ciągnął Kjeld. – Musisz dać przykład społeczeństwu.
– Więc teraz to jakaś szlachetna misja?
– Uważam, że wszystko, co dotyczy dotykania piersi, jest szlachetną misją.
Katrine przewróciła oczami.
– Szefie, mammografia to badanie rentgenowskie.
– Mhm – mruknął Moslund. – Jesteś pewna?
– Tak.
Dowódca wydziału zabójstw skrzywił się i wzruszył ramionami.