Pomruk
Michał Śmielak — Literatura

Dobre wychowanie nakazywało wyjść i powitać tak zacnego gościa, ale Stadnicki miał to generalnie w dupie, szczególnie po porannym incydencie ze swoim świętej pamięci przyjacielem. Jako solenizant obchodzący dziś sześćdziesiąte urodziny mógł sobie pozwolić na pewne uchybienia od protokołu, stał więc w oknie i patrzył, jak premier w towarzystwie swojego ochroniarza podąża w kierunku dworku. Mógł tradycyjnie wysłać po niego melexa, ale czas uprzejmości się skończył. Ten człowiek chce go zabić, dla kogoś takiego nie potrafił być uprzejmy nawet sztucznie, aby zachować pozory. Tymczasem premier dotarł do drzwi i wszedł do środka. Stadnicki wyszedł do niego i podał mu rękę. Spojrzał w oczy tej gnidy, ale nie dojrzał w nich nawet cienia zmieszania, strachu czy zdenerwowania. No tak, prawdziwy polityk, kłamstwo i dwulicowość ubrane w drogi garnitur.

– Witaj, Staszku – powitał go premier. – Jestem przed czasem i będę mógł zostać do późna.