– Nie martw się, nie pozwolę, żeby którykolwiek z nich cię skrzywdził. No i mnie.
Drozdowski się uśmiechnął i już miał podziękować, gdy mocna ręka Darka złapała go za kark i wpakowała znowu pod wodę.
Stanisław Stadnicki wstał z krzesełka i spojrzał ze skrzywioną miną na taflę jeziora.
– Jak tak dalej pójdzie, to przekarmimy te karpie. Nie dziwota, że nie chcą brać. Darku, jak posprzątasz, to przyjdź do dworu, śniadanko zjemy, obydwaj zmarzliśmy.
Ochroniarz skinął głową.
2
Gdyby nie lecące od rana w radiu optymistyczne prognozy pogody, Stanisław Stadnicki pomyślałby, że nadciąga burza. Dobiegający zza lasu miarowy huk narastał, w końcu przerodził się w ciągły odgłos silnika helikoptera w barwach Rzeczypospolitej Polskiej, którym na urodzinowe przyjęcie gospodarza przybywał premier Franciszek Potkański. Maszyna wyłoniła się zza drzew i spokojnie opadła na lądowisko, pilot nie miał z tym żadnego problemu, znał ten teren bardzo dobrze, bywał tu niemal co miesiąc.