Stadnicki spoglądał na celebrytów, aktorów, dziennikarzy, polityków i cały ten wzajemnie napędzający się świat. Dziś wspólnie piją, jedzą, część wciągnie działkę, wycierając sobie nawzajem nosy, będą się klepać po plecach, a najmłodsze okazy w stawie chętnie rozłożą nogi przed tymi, którzy mogą je pociągnąć w górę. Jutro rano spotkają się w sejmie, senacie, rozgłośniach radiowych i telewizjach śniadaniowych i będą skakać sobie do gardeł. Tłuszcza musi mieć wrażenie, że im zależy na czymkolwiek innym niż własne koryto. Jebnięci biedacy, popierdoleni bogacze.
– Coś struty jesteś, Staszku. – Z rozmyślań wyrwał go Krzysiek Krabski, szef Polskiego Związku Piłki Nożnej. – Nie łam się, sześćdziesiątka to dopiero początek.
– To nie to. – Machnął ręką.
– Źle się czujesz?
– Zmęczony jestem, chyba czas iść na emeryturę.
– Ty?! – Krabski spojrzał na niego autentycznie zdziwiony. – Co ty, kurwa, Lewandowski jesteś? My nie przechodzimy na emerytury, daj spokój.
– Może złamię tradycję.
– Staszku, jesteśmy elitą tego kraju, nasz jeden telefon do odpowiedniej osoby może zmienić bieg historii, skład rządu, PKB i w chuj innych rzeczy. I co niby będziesz robił?
– Zmęczony jestem – odpowiedział Stadnicki.