– Już wszystko załatwione – tłumaczył na filmie Potkański z wyraźną ulgą w głosie. – Zajmą się Stadnickim, i to jeszcze w tym roku, szybciej niż później. I nie martw się, nie jesteś w tym sam, dziesięć osób się zrzuciło na fachowca, więc wina rozkłada się po równo. Jeden będzie krył drugiego.
Dalej Drozdowski się zgadzał, nawet podsuwał dogodne terminy i miejsca, Potkański snuł teorie, jak to będzie „po robocie”, kto przejmie stery i na jaki stołek wskoczy.
Darek spauzował film, na ekranie było wyraźnie widać uśmiechniętego Drozdowskiego.
– Jak widać na załączonym obrazku – mówił Stadnicki, wpatrując się w taflę jeziora – jest zrzuta na fachowca. Trafnie ujęte. Cytuję: „żeby usadzić Stadnickiego”. No, nie mów mi, że tu chodzi o prezent na moje urodziny, a rozmawiacie tak, żebym się nie zorientował w niespodziance.
Drozdowski milczał.
– Nie powiesz. No i dobrze. Bardziej od zdrady nienawidzę tylko kłamstwa.
– Franek to organizuje – odezwał się cicho Drozdowski. – Boi się ciebie.
– Potkański? Przecież to ja go posadziłem na stołku! – Stadnicki się zdziwił.