– Podaj swoje imię – domaga się komputer.
– Hej, wy tam, ludzie. Niech się któryś z was obudzi. Proszę.
– Odpowiedź nieprawidłowa.
Krocze boli mnie tak bardzo, że muszę się roześmiać. Cóż za absurdalna sytuacja. Do tego zaczynam wydzielać endorfiny, które sprawiają, że czuję się dziwnie lekko. Zerkam w stronę zwisającego z łóżka cewnika i kręcę głową z podziwem. Coś takiego przeszło przez moją cewkę moczową. Rety.
Ale narobiło po drodze trochę szkód. Na podłodze rozciąga się niewielka smuga krwi. To tylko cienka czerwona linia…
Dopiłem kawę, włożyłem do ust ostatni kawałek tostu i gestem poprosiłem kelnerkę o rachunek. Mógłbym sporo oszczędzić, gdybym jadał śniadania w domu, zamiast co rano chodzić do baru. Byłby to chyba niegłupi pomysł, zważywszy na moją skromną pensję. Ale nie cierpię gotowania i uwielbiam jajka na bekonie.
Kelnerka skinęła głową i ruszyła w stronę kasy, żeby mnie podliczyć, ale w tym momencie zjawił się kolejny gość, którego musiała zaprowadzić do stolika.