Projekt Hail Mary
Andy Weir — Science fiction

Wszystko wskazuje na to, że byłem w śpiączce. Tak. Im dłużej o tym myślę, tym większej nabieram pewności. Nie wiem jak długo, ale jeśli trafiłem tutaj w tym samym czasie, co tych dwoje, trochę to trwało. Pocieram ogoloną połowę podbródka. Te mechaniczne ręce służą do pielęgnacji nieprzytomnych pacjentów. Kolejny argument przemawiający za śpiączką.

Może uda mi się dotrzeć do tego włazu.

Ostrożnie stawiam krok. I jeszcze jeden. A potem osuwam się na podłogę. Zbyt duży wysiłek jak dla mnie.

Dlaczego jestem taki słaby, skoro mam całkiem nieźle wyrzeźbione mięśnie? A jeżeli tak długo leżałem w śpiączce, czemu w ogóle je mam? Powinienem być zwiotczałym cherlakiem, tymczasem bliżej mi do plażowego podrywacza.

Nie mam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. Co powinienem zrobić? Czy rzeczywiście jestem chory? Owszem, czuję się jak z krzyża zdjęty, ale nie chory. Nie mam mdłości. Nie boli mnie głowa. Nie sądzę też, abym miał gorączkę. Skoro nie jestem chory, dlaczego byłem w śpiączce? Uległem jakiemuś wypadkowi?

Obmacuję głowę. Żadnych zgrubień, blizn ani bandaży. Reszta mojego ciała też wydaje się nienaruszona. A nawet lepiej. Wyglądam na okaz zdrowia.