Zdejmuję zakrętkę i w nozdrza uderza mnie pikantny zapach. Czuję, jak w moich ustach wzbiera ślina. Dopiero teraz uzmysławiam sobie, jak bardzo jestem głodny. Ściskam tubkę i ze środka wyślizguje się brązowa maź. Wygląda obrzydliwie.
– Jedz.
Kimże jestem, żeby się sprzeciwiać woli wszechwładnego komputera o stalowych mackach? Ostrożnie dotykam językiem podejrzanej substancji.
Jakie to dobre! O mój Boże, co za pychota! Przypomina gęsty sos do pieczeni, jednak aromat nie jest aż tak wyrazisty. Wyciskam sobie obfitą porcję prosto do ust i delektuję się smakiem. Jestem gotów przysiąc, że to lepsze od seksu.
Już wiem, co się ze mną dzieje. Jak to mówią, głód jest najlepszym kucharzem. Kiedy wygłodniały człowiek wreszcie coś wrzuci do pustego żołądka, mózg hojnie go za to wynagradza. Dobra robota, mówi. Jeszcze trochę pożyjemy!