Elementy układanki wskakują na swoje miejsce. Przecież musiałem jeść, kiedy tak długo byłem w śpiączce. Nie mam śladu po przetoce odżywczej z drenem prowadzącym bezpośrednio do żołądka, więc najprawdopodobniej dostawałem pokarm przez sondę wprowadzoną do przełyku. To najmniej inwazyjny sposób karmienia pacjenta, który nie może samodzielnie jeść, o ile nie ma problemów z trawieniem. Poza tym dzięki takiemu rozwiązaniu układ pokarmowy pozostaje aktywny, co pozwala uniknąć komplikacji. I to by wyjaśniało, dlaczego nie obudziłem się z rurką wystającą z nosa. W miarę możliwości należy usuwać sondę, kiedy pacjent wciąż nie odzyskuje przytomności.
Skąd ja to wszystko wiem? Jestem lekarzem?
Wyciskam kolejną porcję brei, która wciąż smakuje wybornie. Połykam ją łapczywie, więc szybko się kończy.
– Daj więcej! – wołam, unosząc pustą tubkę.
– Posiłek zakończony – odpowiada komputer.
– Jestem jeszcze głodny! Chcę druga tubkę!
– Przydział na ten posiłek został wyczerpany.
To ma sens. Teraz mój układ trawienny przyzwyczaja się do półpłynnego pokarmu. Lepiej nie przesadzać. Jeżeli zjem za dużo, mogę dostać mdłości. Komputer postępuje rozsądnie. Ale nikt nie dba o rozsądek, kiedy skręca go z głodu.