– Daj mi jeszcze jeść! – krzyczę.
– Przydział na ten posiłek został wyczerpany.
– Bzdura.
Ale i tak czuję się dużo lepiej niż przed chwilą. Jedzenie od razu mnie wzmocniło, a prócz tego jeszcze trochę odpocząłem.
Staczam się z łóżka, gotów rzucić się pędem do ściany, ale tym razem mechaniczne ręce pozostają nieruchome. Przypuszczalnie komputer pozwolił mi opuścić łóżko, gdy tylko się przekonał, że mogę jeść.
Spoglądam w dół. Czuję się nieswojo, paradując na golasa. Wiem, że oprócz mnie nie ma tu nikogo żywego, ale mimo wszystko.
– Dostanę jakieś ubranie? – pytam.
Komputer milczy.
– Dobra. Niech ci będzie.
Ściągam z łóżka prześcieradło i owijam się nim kilka razy. Jeden róg zakładam sobie na ramię i wiążę go z drugim. Kilka ruchów i mam prowizoryczną togę.
– Wykryto samodzielny ruch – odzywa się komputer. – Podaj swoje imię.
– Jestem cesarzem Słabeuszem. Oddaj mi hołd.
– Odpowiedź nieprawidłowa.
Pora sprawdzić, dokąd prowadzi drabina.
Lekko chwiejnym krokiem ruszam przed siebie. Już samo to jest nie lada osiągnięciem – nie potrzebuję ścian ani chybotliwych łóżek, żeby zachować równowagę. Opieram się wyłącznie na nogach.