Pomieszczenie jest takiej samej wielkości jak to, z którego właśnie się wydostałem, i również ma kształt walca. Do okrągłej podłogi przykręcony jest wielki stół laboratoryjny, a przy nim stoją trzy krzesła. Przy ścianach znajdują się różne sprzęty laboratoryjne. Wszystko zostało przytwierdzone do stolików albo szafek, które również są połączone na stałe z podłogą. Wygląda to jak zabezpieczenia przed trzęsieniem ziemi. Drabinka przy ścianie prowadzi do kolejnego włazu w suficie.
Jestem w dobrze wyposażonym laboratorium. Tylko od kiedy pacjent z izolatki ma wstęp do takiego miejsca? Chociaż nie wygląda mi to na laboratorium medyczne. Co tu się dzieje, do jasnej ciasnej?
Do jasnej ciasnej? Poważnie? Może mam małe dzieci. Albo jestem bardzo pobożny.
Wstaję, żeby się rozejrzeć. Wodzę wzrokiem po blacie, na którym stoi mikroskop, autoklaw, statyw na probówki, organizer z szufladkami, chłodziarka na próbki, palnik, pipety… chwileczkę. Skąd wiem, jak to wszystko nazwać?