Przyglądam się większym sprzętom umieszczonym przy ścianie. Skaningowy mikroskop elektronowy, submilimetrowa drukarka 3D, frezarka do obróbki jedenastoosiowej, interferometr laserowy, komora próżniowa o objętości jednego metra kwadratowego – potrafię to wszystko rozpoznać. I wiem, jak tego użyć.
Jestem naukowcem! To już konkretne odkrycie! Czas, żebym skorzystał z pomocy nauki. No dobra, mój genialny mózgu. Wykombinuj coś!
… jestem głodny.
Zawiodłem się na tobie, mózgu.
No cóż, w takim razie nie dowiem się, do czego ma służyć to laboratorium i jakim cudem udało mi się do niego dostać. Ale… trzeba iść dalej!
Drugi właz też znajduje się dziesięć stóp nad podłogą, więc znowu czeka mnie wspinaczka po drabinie. Ale teraz mam przynajmniej trochę więcej siły.
Biorę kilka głębokich wdechów i stawiam stopę na pierwszym szczeblu. Tak jak poprzednio każdy z prostych ruchów, które wykonuję, wymaga ode mnie olbrzymiego wysiłku. Chociaż czuję się trochę lepiej, na pewno nie mogę powiedzieć, że dobrze.
Dobry Boże, ależ jestem ociężały. Z ledwością docieram na samą górę. Zajmuję pozycję na niewygodnych szczeblach, chwytam koło ryglujące i… nie mogę go obrócić.
– Żeby otworzyć właz, podaj swoje imię.