Projekt Hail Mary
Andy Weir — Science fiction

– Ale ja nie wiem, jak mam na imię!

– Odpowiedź nieprawidłowa.

W bezsilnej złości uderzam koło, które nie ustępuje ani na milimetr, za to mnie boli teraz ręka. Tak więc… no cóż. Tyle wysiłku na próżno. Muszę zaczekać. Może wkrótce przypomnę sobie, jak mam na imię. Albo znajdę je w jakichś notatkach.

Wracam na dół. Przynajmniej taki mam plan. Mogłoby się wydawać, że zejść z drabiny jest łatwiej i bezpieczniej, niż na nią wejść, ale nie. Nic podobnego. Zamiast wycofać się z godnością, stawiam stopę na dolnym szczeblu pod niewłaściwym kątem, rozluźniam palce zaciśnięte na uchwycie włazu i spadam w dół na łeb na szyję.

Wymachuję rękami niczym rozeźlony kot, próbując się czegoś złapać, ale to nie jest najlepszy pomysł. Spadam na stół i uderzam nogą w organizer. Boli jak skurczybyk! Krzyczę, chwytam się za obolałą goleń i staczam z blatu.