Jak się do tego zabrać? No cóż, mam do dyspozycji laboratorium i wiem, jak zrobić z niego użytek. Tylko czego będę potrzebował? Omiatam wzrokiem cały ten bałagan na podłodze. Sterta probówek, wymazówki, szpatułki, stoper elektroniczny, pipety, rolka taśmy klejącej, długopis…
W porządku. Chyba mam to, czego potrzebuję.
Wstaję i otrzepuję moją togę. Wprawdzie nie ma na niej ani drobinki kurzu – całe moje otoczenie wydaje się sterylne – ale i tak machinalnie wykonuję ten ruch.
Podnoszę taśmę mierniczą i rozwijam. Ma podziałkę w systemie metrycznym. A jeżeli jestem w Europie? Teraz to bez znaczenia. Potem sięgam po stoper. Wygląda dosyć solidnie, jakby był przeznaczony dla amatorów sportów ekstremalnych. Masywną plastikową skorupę otacza pierścień z twardej gumy. Na pewno jest wodoodporny, ale niestety nie działa. Na wyświetlaczu nic nie widać. Naciskam guziki w obudowie, ale nic to daje. Obracam stoper, żeby przyjrzeć się komorze bateryjnej. Może w którejś szufladce organizera uda mi się znaleźć zapasowe baterie, ale muszę wiedzieć, czego szukać. Zauważam wystającą spod klapki czerwoną plastikową tasiemkę. Wyciągam ją i stoper budzi się do życia.