Mechaniczne ręce sięgają do mnie. Poruszają się błyskawicznie. Zanim zdążyłem się zorientować, usunęły większość rurek z mojego ciała. Niczego nie poczułem. A więc jednak moja skóra jest odrętwiała albo coś w tym rodzaju.
Zostały tylko trzy – kroplówka w ręce, rura w tyłku i cewnik. Tych dwóch ostatnich najchętniej bym się pozbył, ale w sumie mam to gdzieś.
Unoszę prawą rękę i pozwalam, żeby opadła na łóżko. Potem robię to samo z lewą. Lecą w dół, bezwładne jak kłody. Powtarzam całą operację kilka razy. Mam dosyć umięśnione ręce, więc czegoś tu nie rozumiem. Dochodzę do wniosku, że musiałem być poważnie chory i przeleżałem tu już jakiś czas. W przeciwnym razie nie byłbym podłączony do tego wszystkiego. Czy w takim stanie nie powinna wystąpić atrofia mięśni?
A tak w ogóle, czy nie powinien tu przyjść jakiś lekarz? Nie słyszę nawet typowych szpitalnych odgłosów. No i w ogóle co to za łóżko? Ma owalny, a nie prostokątny kształt i wydaje mi się, że jest przymocowane do ściany, zamiast stać na podłodze.
– Wyjmij… – mówię i przerywam. Nadal jestem trochę zmęczony. – Wyjmij wszystkie rurki.
Komputer nie reaguje.