Teraz mogę się rozejrzeć. To nie jest zwykła szpitalna sala. Znajduję się w okrągłym pomieszczeniu skąpanym w ostrym świetle lamp ledowych. Do ścian, które wyglądają na plastikowe, są przymocowane jeszcze dwa owalne łóżka. Prawie stykają się obłymi końcami, tworząc trójkąt równoboczny. Na każdym ktoś leży, a ze środka sufitu zwisa para złowrogich mechanicznych rąk. Domyślam się, że służą do opieki nad całą naszą trójką. Nie mogę się dobrze przyjrzeć moim współtowarzyszom niedoli, bo leżą zanurzeni w pościeli, tak jak ja do niedawna.
W pomieszczeniu nie ma drzwi. Widzę tylko przykręconą do ściany drabinę, która prowadzi do… włazu? Pośrodku okrągłej klapy znajduje się metalowe koło. Tak, to musi być właz. Jak w okręcie podwodnym. Może nasza trójka zapadła na jakąś groźną chorobę zakaźną? Może przechodzimy kwarantannę w hermetycznym pomieszczeniu? Tu i ówdzie w ścianach znajdują się małe wywietrzniki i czuję leciutki podmuch powietrza. Prawdopodobnie krąży w obiegu zamkniętym o sztucznie kontrolowanych parametrach.