Prokuratura w Centralnym Okręgu Kalifornii.
Wspomnienia uderzyły we mnie niczym siarczysty policzek. Wpatrywałam się w nazwę tak długo, że zapiekły mnie oczy. Rozchyliłam usta, by coś powiedzieć, jednak równie szybko je zacisnęłam. Zerknęłam jeszcze raz na karton z nadzieją, że jakimś cudem odnajdę tam jeszcze jedną kartkę, lecz nie… to była ostatnia.
– Czy… ja… – No dalej, powiedz coś. Zawalcz. Nie chcesz tego. – Jest szansa na zmianę?
– To doskonałe miejsce na rozwinięcie swoich umiejętności praktycznych. – Słyszałam mężczyznę jak przez ścianę. – Nie było osoby, która wróciłaby stamtąd niezadowolona.
Obserwowałam, jak właśnie zarzucił mi stryczek na szyję i zrobił to z pieprzonym uśmieszkiem. Potrząsnęłam raptownie głową.
– Rozumiem, ale prokuratura? – Pilnowałam, żeby głos mi nie drżał. – To zbyt odpowiedzialne, ja…
– Mam wierzyć, że córka Bruce’a Walkera nie podejmie się takiego wyzwania? – Roześmiał się. Dostrzegł jednak, że byłam śmiertelnie poważna. – Isabello, wiesz, z czym wiąże się rezygnacja?
– Proszę, ja tylko… – Zdesperowanym ruchem ręki przeczesałam włosy. – Nie jestem pewna. To chyba jeszcze nie jest mój czas.