Prokurator
Joanna Balicka — Literatura

Poznaliśmy się zupełnie przypadkiem, gdy uczyłam się w bibliotece do nadchodzących egzaminów. Zawsze przechadzał się w towarzystwie swoich kumpli z uniwersyteckiej drużyny, odłączał się od nich i zajmował miejsce naprzeciwko mojego, zagadując mnie żartami. Starałam się nie angażować w bliższe relacje z mężczyznami, odkąd moje serce zostało brutalnie złamane. Mimo to dałam mu szansę. Ponieważ na to zasługiwał. Ponieważ potrzebowałam się wyleczyć.

Cóż, reguły pożądania rządziły się własnymi prawami. Owszem, kłóciliśmy się, ale wszyscy to robili. Czasem wydzieraliśmy się na siebie, czasem rzucaliśmy przedmiotami, rozbijaliśmy talerze, tłukliśmy knykcie, a później godziliśmy, jak gdyby nic się nie stało.

I to… działało. Cóż, w pewnym stopniu.

– Może chociaż cię odprowadzę? – wymamrotał mi we włosy. – Byłoby przykro, gdybyś spóźniła się na praktyki.

W trakcie wakacji, zaraz po zdanych egzaminach, miałam szansę na szlifowanie warsztatu prawniczego. Po raz pierwszy mogłabym zająć się czymś poważniejszym niż rozwiązywanie casusów. Liczyłam na to, że staż ułatwi mi zdanie egzaminu adwokackiego i MPRE2, by finalnie uzyskać licencję do wykonywania zawodu prawnika.