– Przecież to naprzeciwko. – Wskazałam brodą na sąsiednią katedrę. – Zanim rozpocznę praktyki, muszę wylosować instytucję, podpisać kontrakt…
– Isa… – wymruczał cierpliwie. – Czuję, że jesteś zestresowana.
Ostrożnie odwróciłam się w stronę chłopaka, a kącik ust sam wzniósł się ku górze.
– Jestem – przyznałam po chwili. – Nie wiem, czy jestem wystarczająco gotowa, by podjąć się takiego wyzwania.
– Hej, mała. – Ujął moją twarz w dłonie, a kciukami zarysował uwydatnione kości policzkowe. – Kto jak kto, ale ty? Urodziłaś się, by zostać panią mecenas.
Te słowa zdecydowanie podniosły mnie na duchu. Z poczuciem wsparcia stanęłam na palcach i śmiało złączyłam nasze usta w czułym pocałunku.
– Naprawdę muszę już iść – wyszeptałam mu w wargi.
– Spraw, by opadły im szczęki. – Zaczesał zagubiony kosmyk moich włosów za ucho, zanim złożył pocałunek na czubku głowy. – Pamiętaj, jesteś najlepsza. To twoja szansa.
To moja szansa.