Wiele się zmieniło przez te kilka lat. Spoważniałam, zmieniłam swoje priorytety, naprowadziłam życie na, wydawało się, odpowiednie tory. Minione doświadczenia utwierdziły mnie w tym, że pragnęłam skazywać tych, którzy niszczyli życia innym, i bronić tych, którzy potrzebowali zapewnienia bezpieczeństwa.
Tak, jak ja potrzebowałam.
Zawiesiłam pasek torebki na ramieniu i pierwsza opuściłam łazienkę. Zadarłam pewnie brodę, a protekcjonalny uśmieszek współgrał z błyszczącymi oczami. Mogłam to dostrzec, gdy minęłam szklane drzwi.
Sekretarka uniosła na mnie wzrok, a jej ręka wystrzeliła w kierunku sąsiedniego gabinetu.
– Dyrektor czeka już tylko na panią.
Przełknęłam gulę w gardle z myślą, że być może się spóźniłam, jednak nie – zegar wskazywał, że byłam minutę przed ustalonym czasem. Bez słowa zapukałam do drzwi, a słysząc zaproszenie po drugiej stronie, pociągnęłam za klamkę.
– Ach, panna Walker! – Pan Werner klasnął w dłonie, zanim wyciągnął jedną w moją stronę. – Usiądź, proszę.
– Dziękuję, dyrektorze. – Starałam się uciszyć napięcie w głosie. – Przyszłam w sprawie stażu.
– Ojciec nie chciał załatwić ci go osobiście? – Zerknął na mnie przez ramię, gdy sięgał po czarne pudełko.