– Skąd pewność, że nie jestem stąd?
– Inaczej nie zamarzałaby pani na pokładzie tylko po to, by zobaczyć skrawek kamienistego zbocza we mgle.
– A jednak pan robi to samo.
Wskazał na aparat fotograficzny przewieszony przez ramię.
– Z musu – odparł, a potem podał jej rękę. – Tor-Ingar Østerø, pracuję dla „Færøsk Dagblad”. Szefostwo zażyczyło sobie relacji na blogu, w końcu mamy nowy prom i nowe linie. A zwykłego artykułu już napisać nie można, teraz musi być... interaktywnie.
Katrine uścisnęła mu dłoń. Mógł mieć najwyżej dwadzieścia lat, przez co utyskiwanie na rozwój nowych technologii zabrzmiało mało wiarygodnie. Mimo to Ellegaard ze zrozumieniem kiwnęła głową.
Kiedy tylko się przedstawiła, oczy mu zabłysły. Nie była zdziwiona. Na wyspie, gdzie każdy znał każdego, lokalne wiadomości nie omijały nikogo – zwłaszcza te związane z duńską policjantką i dwiema sprawami kryminalnymi, które wstrząsnęły społecznością.
– Kogo jak kogo, ale pani nie spodziewałem się tu zastać.
– Dlaczego nie?
– Wydawało mi się, że Danię stać na wysyłanie swoich ludzi samolotami.
Uniosła lekko kąciki ust.
– Jestem tu prywatnie.
– Na pewno?